czwartek, 11 listopada 2010

Znowu jestem w piekle

Nie uwierzycie. Ja też nie mogę uwierzyć. To się mogło przydarzyć chyba tylko mnie. Kupiłam bilet za 300 zł na autobus (powrotny będzie kosztował drugie tyle) i wstęp do Tren de Las Nubes 350zł. I od 13 czekam grzecznie na dworcu na mój autobus. Planowany czas przyjazdu 15.10. O 15.10 pojawia się właściciel hostelu i robi wielkie oczy co ja tu robię. Odpowiadam, że czekam na autobus, właśnie powinien nadjechać, jest 15.10. A on na to, że nie tu. Czy mi nie powiedzieli, że ten autobus jest wyjątkowy i zatrzymuje się przed kościołem, jakiś kilometr stad? Po co miałby się zatrzymywać na dworcu autobusowym? Patrzę na niego jak na wariata, widzę przerażenie w jego oczach, czuję jak odpływa mi krew z kończyć i każda cząstka mnie zaczyna się trząść. Więc nie powiedzieli. Po kilku telefonach właściciel ustalił, że mój jedyny, raz dziennie kursujący, autobus do Salty właśnie odjechał. Następny jest jutro. Radzi mi iść do agencji, gdzie kupiłam bilet i zobaczyć co się da zrobić. Idę tam, oni twierdzą, że mi mówili. Sorry, ale po angielsku, a tak rozmawialiśmy, jeszcze rozumiem.. Nie mówili. Oni oczywiście tranquilo, tranquilo (spokojnie) , no problemo, zamienimy bilecik na jutro. Tyle, że na jutro to będę w Salcie za 2 dni, a pojutrze o o 6 rano mam Tren de las Nubes. Oni na to, że tranquilo to oddamy kasę. Ale mój Tren de Las Nubes!!!! Niech mnie ktoś uszczypnie, to nie może być prawda. Wrzeszczę na nich i trzęsę się z nerwów. Jedyne co daje mi jakąkolwiek, choć nikłą, szansę to wziąć o 1 w nocy autobus, który też jest specyficzny, bo staje u bram miasta (ciekawe do czego używają dworca, bo chyba tylko do zaganiania ludzi do hoteli) i jedzie do Tucuman, jakieś 4 h jazdy od Salty. Będzie tam planowo o 18 dzień przed moim Tren de Las Nubes, który wyjeżdża o 6 rano. Czyli ze 2 h opóźnienia minimum trzeba dodać i nie sądzę, żeby z Tucuman do Salty coś jechało później niż o 21.. więc zobaczymy.. Chwytam się tej nadziei, bo co innego mam robić. Biletu na Tren de Las Nubes nie mogę oddać, najwyżej stracę całą kasę. Tę za hotel tam też…No i nie wiem czy i jak zdążę znaleźć bilet powrotny do Buenos nocą. Ale biorę ten bilet do Tucuman, ahoj przygodo. Wychodzę z punktu informacji turystycznej i ze złości kompletnie nie mogę powstrzymać łez. Bo skoro miasto ma dworzec autobusowy, jak niby miałam byłam się domyślić, że autobus stanie przed kościołem, gdzie, nota bene, nie ma nawet żadnego przystanku???? Wreszcie po godzinie prawie się uspokajam. Jestem totalnie zmęczona. Jeszcze tylko 9 godzin czekania w deszczu, bo leje i jest 11 stopni, i mój autobus będę musiała wypatrzyć w ciemności i zatrzymać. San Ignacio z raju zamienia się w mój jakiś koszmar, miasto, z którego nie da się wyjechać. Znaki-Sraki swoją drogą. Jestem idiotką, co mi strzeliło do głowy z tą Saltą. Trzeba było grzecznie wracać do Buenos i Urugwaju. I wreszcie powiedzcie czemu, kiedy czegoś tak bardzo chcę, i kiedy to coś jest na wyciągniecie ręki, zawsze jakiś złośliwy troll mi to próbuje odebrać? Wiem wiem, miliardy stłuczonych luster w dzieciństwie tłumacza pecha, ale może by wystarczyło?? Jestem bardzo ciekawa czy zdążę. Nie sądzę. W najgorszym razie zostanę w Tucuman, tam są niedaleko moje kaniony, a 350 zł pójdzie się… wiecie co. Jestem straszliwie zła. Po pokonaniu hiszpańskich płatności kartą, znalezieniu busa i hotelu, wszytko ma się nie udać tylko dlatego, że jakiś baran w informacji nie powiedział mi, że na dworcu autobusowym rzadko stają autobusy??? What da Hell? Nie mogę w to uwierzyć. Mam nadzieję, że uda mi się wypatrzeć nocą autobus (jak nie zamachasz- nie stanie…) no i że nikt mnie nie zabije jak będę stała sama nocą u wioski bram… Trzymajcie za mnie kciuki. Nienawidzę San Ignacjo i Misiones. Złe miejsce. Brzydkie. Siedzę w przydrożnej knajpie i upijam się z rozpaczy argentyńskim winem.

1 komentarz:

  1. Szybki updejt, jest 11.11.2010, godz 1 w nocy, wlansie dojechalam do Salty. Pociąg mam za 5 godzin.

    OdpowiedzUsuń