Około 10 rano, a może bardziej 11 dojeżdżamy do Iguazu Falls (Word z uporem poprawia mi na Iguazu Fallus..:P). Po pierwsze poszłyśmy szukać hostelu. Najtańszy okazał się polecany nam przez znajomych STOP hotel. 30 peso od osoby (ok. 25 PLN) noc, w cenie net i śniadanie. Hostel wydaje się ok. Zostawiamy bagaże i idziemy na dworzec sprawdzić jak wygląda sprawa z busami do wodospadów. Generalne założenie mamy takie, że zostajemy tu 2 dni i jednego dnia zwiedzamy argentyńską stronę wodospadów, a drugiego brazylijską. Wiem, że to droga bajka (min 100 zł dziennie na busy i wstępy), wydaje mi się, że widoki nie powalą mnie na kolana- Niagara nie powaliła - ale nie chce mi się jeździć samej, a tu mam miłą Olgę, świetnie radzącą sobie po hiszpańsku, zresztą jakoś przesadnie się nie męczę.. Na dworcu wszyscy mówią nam, że dziś już za późno na argentyńską stronę, bo tam 6h to minimum jak chcemy pochodzić, że dziś jest dobra pogoda na krótsza trasę po brazylijskiej stronie. No to OK, jedziemy do Brazylii.
Teraz będzie mała dygresyjka. Przepraszam Was, ale jak piszę „to ok, jedziemy do Brazylii” czy „to no to na jeden dzień wyskoczyłam z Argentyny do Brazylii” to aż mi się chce śmiać. Jakby to co najmniej było dla mnie coś zwyczajnego zupełnie powszedniego, a u licha nie jest!! Jest to fantastyczne i cudowne, choć totalnie się spłukam i choć mam tylko 11 dni, a słucham wokół historii ludzi, którzy spędzają tu miesiące, to i tak jest to super zarąbiste. Nawet te głupie pieczątki w paszporcie tak mnie totalnie cieszą. Cieszy mnie noc w Katarze i 18 godzin w busie do Iguazu. Chyba w ogóle wyklarował mi się plan na kolejne dni. Po pierwsze primo: nigdy więcej nie jadę nigdzie bez lonely planet i na takim spontanie jak teraz (akurat!). Plan rysuje się tak: jutro argentyńska część wodospadów i popołudniem/wieczorem przenosimy się za granicę do Paragwaju do Ciudad del Este (ponoć niezbyt bezpieczne- nie mówcie mojej mamie, choć i tak nie wierzę w takie wyświechtane opinie). Kolejnego dnia rozdzielam się z Olgą, ona jedzie do Brazylii, a ja w dzikie paragwajskie wioski, bo przyznam wam, że ta dżungla z okna autobusu rozbudziła mój apetyt na Real-Niemiejski lajf Wyszukałam couchsurferkę, która jest wolontariuszką Korpusu Pokoju w jakiejś małej wiosce pomiędzy Ciudad del Este a Asuncion-stolicą Paragwaju i jadę do niej na 1 noc dwa dni. Dziewczyna ma ponoć babcię Polkę i robi super pierogi, mniami Daje kolejnego dnia po nocy u niej jadę do Asuncion, nikt z CS mi nie odpowiada wiec pójdę do hostelu. To będzie noc 9/10. 11. 10. spędzę na zwiedzaniu Asuncion. Potem myślałam o zwiedzaniu tych misji pojezuickich w okolicach Posadas, ale chyba odpuszczę, żeby przez Buenos pojechać do Urugwaju na 2 dni- do Colonii de Santiago i Montevideo. Byłoby git wpaść na 1 dzień do Posadas na te misje i jakby udało się znaleźć autobus omijający Buenos na rzecz północnej drogi przez Urugwaj do Montevideo, byłoby idealnie, ale na razie nikt takiego nie zna.. wiec chyba czeka mnie Buenos… Więc zobaczymy. Na razie Campo9 w Paragwaju i Asuncion.
A teraz wrócę do dzisiaj. Zdecydowałyśmy, że dziś zwiedzimy brazylijską stronę wodospadów. Bus w obie strony z Puerto de Iguazu łącznie 45 peso, niecałe 40 zł, wstęp do parku 90 peso, ok. 80 zł. Drogo. Pierwsze wrażenie: zapach- letnio skoszona trawa. Pełne słońce, niecałe 30 stopni, nie za gorąco, ale milutko, powietrze pachniało latem i wolnością. Dostaję brazylijską pieczątkę w paszporcie – hurra! i jedziemy do parku narodowego, tam wszystko super zorganizowane: transport, trasa itp. Wysiadamy i ruszamy ku wodospadom. Pierwszy widok- rozczarowanie. To mniejsze nawet niż Niagara!! Już mam złu humor. Oldze się podoba.
Idziemy dalej. Ja zero podjary, Oldze się podoba. I tak z godzinkę. Wreszcie dochodzimy do Garganta del Diabolo- Gardzieli Diabła. I wreszcie jestem zachwycona. Stoję niemal pod wielkim rwącym wodospadem, moczę się całkowicie na parusetmetrowym moście w głąb wodospadu i patrzę z zachwytem z tarasu widokowego na rwącą rzekę.
Nie wiem, czy jutro po argentyńskiej stronie będzie fajnie lub fajniej, ale ogólnie był to całkiem przyjemny dzień. No i cieszę się, że mam plan i mój plan mi się podoba a Wam? Dobrej Nocy Kochani. W Polsce jest teraz 3.20, tu 23.20.. Marzy mi się wyskok na miasto po jeszcze jedną empandę, co wy na to?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz