poniedziałek, 8 listopada 2010

Paragwaj-Ciudad del Este

O mój Boże… to pierwsze co nasuwa mi się na myśl o Paragwaju. Wyjeżdżając z Argentyny najpierw przez chwilę jedzie się przez bogatszą Brazylię. Foz de Iguazu- brazylijskie miasteczko nad wodospadem, to inny świat. Znać pieniądz, drogi lepsze, ludzie ładnie ubrani joggingują po zadbanym parku. Fajnie. Niesamowite - jeden most, a taka różnica. Niecałe 10 minut później mijamy kolejny most. Tym razem graniczny z Paragwajem. I tu też od razu widać różnicę. Nie do końca kontroluję opad szczęki. Bieda i brud od pierwszego metra za Brazylią biją po oczach. Kierowca chyba nie ma zamiaru się zatrzymać, w końcu na moją prośbę (dzięki Bogu za rady Lyn) Olga prosi go aby nas wypuścił, on na to, że może nas wypuścić, żebyśmy poszły po pieczątkę, ale nie może czekać. Cóż. Wysiadamy. W końcu rozumiemy dlaczego bus do Paragwaju kosztuje niecałe 5 peso (3,5 zł). Idziemy do celników, dają nam pieczątkę. Jakimś cudem na granicy jest informacja turystyczna i jakimś cudem, serio, mimo, że jest niedzielny wieczór – działa. Co więcej przemiły Paragwajczyk mówi po angielsku. Pytamy o hostele. Nie ma hosteli. Są hotele. Najtańszy niewiele droższy od hotelu. Dostajemy mapę i wskazówki. Mówimy, że potem pójdziemy na dworzec. Paragwajczyk robi wielkie oczy i mówi, że chyba lepiej nie. Dlaczego? - pytamy. Bo to niebezpieczne. Miasto jest opustoszałe, bo to niedziela, lepiej idźcie do hotelu póki jest widno, a na dworzec jutro. Opuszczamy więc informację turystyczną z mieszanymi uczuciami i nagle coś mi świta, że wszyscy sugerowali, że Ciudad del Este nie jest najbezpieczniejszym miastem we Wszechkosmosie, wręcz przeciwnie, że jest raczej mocno niebezpieczne, że to miasto bandytów i przemytników. Wygląda jakby mogła to być prawda. Brud i puste ulice. Bezpańskie psy, kartony walające się po ulicach i zgraje obijających się mężczyzn.. Nie jest nam do śmiechu, a przed nami kawał drogi. Nawet umundurowani oficerowie głodnie na nas patrzą. Kobieta, którą pytam o drogę natomiast odpowiada miło, spokojnie i się uśmiecha. To nie przeszkadza mojej ogólnej panice. Dziękuję Bogu, że jestem tu z Olgą. Wreszcie docieramy do naszego „hotelu”. Nie ukrywam, że obie odczuwamy duża ulgę. Płacimy 17 dolców amerykańskich za double room. O kurczę. Czy ktoś z Was pamięta jak w latach 80. wyglądały schroniska PTTK? Tak mniej więcej wygląda nasz hotel. Ale i tak cieszymy się, że jesteśmy całe i zamknięte od localsów. Jutro minie mi pewnie panika i pewnie tak wygląda tylko przygraniczne Ciudad del Este, ale powiem Wam, że w tej chwili czarno widzę moją wyprawę w dziką paragwajską wioskę.. Zobaczymy, inshallah, co ma być to będzie ahoj przygodo i do przodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz