wtorek, 13 listopada 2012

Tbilisi

Czy ktoś może mi wyjaśnić jak to jest możliwe, że jeśli w samolocie jest 1 dziecko, dodam, że wrzeszczące, to dostaje miejsce centralnie przede mną i nie milknie przez 3 godz. Nocnego lotu podobnie jak geografowie za mną. Geografowie jednak, dostawszy reprymendę, zamilkli. PO nieprzespanej nocy, o naszej 2, ich prawie piątej, ląduję. Wymieniam 20 dolarów na lotnisku, pan w informacji informuje, że jest strajk autobusów (Gruzja) i że może być pociąg o 8.30. Wychodzę z lotniska się rozejrzeć- kolejny błąd, bo nie można już wrócić do hali przylotów, a odloty to kolejki, skanery etc. Zagaduję więc parę Polaków, widzę, że szukają taksy, w grupie raźniej. Tadeusz ok. po 40-tce mówi po rosyjsku, więc super, ja rozumiem i da, niet, spasiba oczywiście, w końcu stargowawszy do 20 lari bierzemy taksę do centrum. Naprawdę ciężko się dogadać z taksiarzem i mamy nieodparte wrażenie, że on i tak wie lepiej, gdzie i dlaczego chce jechać. Lech Kaczyński Street, ich prezydent haus, ale Tbilisi jest piękne. Skradło moje srece od pierwszego wejrzenia. Przepieknie oświetlone. Odnowione kamienice z początku 20. wieku przeplatają się z wpływami orientalnymi i klimatami podupadającej Pragi, Magia, autentyzm, czad!! Taksiarz robi nam tour po Starym Tbilisi, w końcu pokazawszy nam gdzie chcemy jechać, okazuje się, że hotel Tadeusza i Ani jest niedaleko mojego CS hosta, ale kierowca wywozi nas, żeby znowu nam cos pokazać. Ostatecznie wysadza nas pod Macdonaledem na Rustaweli-głównej ulicy Tbilisi. Jest tuż przed 6 rano, a na ulicach praktycznie brak żywej duszy. Spokój, porządek, jakaś taka cudna harmonia… Kupuję to. Tadeusz i Ania strzelają ironią troszke rozgoryczeni taksówkarzem… Rozpijamy wino w metrze – miło, że wino małą buteleczkę rozdają celnicy na kontroli paszportowej przy wlocie- Welcom to Georgia. Potem moi nowi towarzysze odprowadzają mnie na poszukiwanie hosta. No jest to zakamar. Ciemna przerażająca śmierdzaca klatak schodowa jak z horroru, a przynajmniej z kryminału. Gdyby ją odnowić-perla secesji. Na szczeście Tadeusz ma latarkę i odprowadzaja mnie na 3. pietro- lądujemy na cudnym prawdziwym drewnianym balkonie rozwieszonym praniem z widokiem na górujaca nad miastem twierdzę, jest świt. Fajny klimat. Odprawiam moich bohaterów i pukam do drzwi. 20 minut i 4 pukania później dzwonię do hosta- roaming 9,98 za minutę auuuaaaa, a on tylko kaze mi naprawdę mocno pchnąć otwarte drzwi. Uuupppsss… obudziłam go i przywitał mnie piękny uśmiech. Po szybkim przywitaniu i idę niemal natychmiast spać. W ubraniu, w śpiworku etc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz