sobota, 30 kwietnia 2011

Znowu leje

Tym razem w Dubrowniku. Tylko wyszliśmy z Albertem na ulicę. Ulewa, że bajka. Ale umówiłam się z Odą i Ibrahimem. I nie żałuję, choć pewnie będę chora, bo przemokłam do suchej nitki i buty pewnie nie wyschną mi już do wyjazdu, a na dodatek przypłacę ten wieczór kacem. Oda jest cudna. Ma piękne śmiejące się orzechowe oczy i jest mega inspirująca. Z Buenos Aires skąd pochodzi przeniosła się do Barcelony, gdzie mieszkała 10 lat na Ravalu, a potem do Sarajewa. Przyjechała tam na wycieczkę i została. Jest magiczna. Szalona wegetarianka gardząca wielodzietnymi parami, wszak mogliby adoptować kogoś z Afryki. Wypiłyśmy razem kilka piw, przegadałyśmy istotę couchsurfingu, porozumiałyśmy się co do niezrozumienia dla męskiego umiłowania futbolu, wyśmiałyśmy się jak szalone i umówiłyśmy na jutro. Biedni Albert i Ibrahim patrzyli na nas jak na wariatki. Było cudnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz