piątek, 29 kwietnia 2011

Mostar, czyli nareszcie jestem zauroczona



No dobra, już w Sarajewie byłam.. nad rzeką mniej się czuło sztuczności, a wieczorem było już w ogóle miło. Rano wstałam i udałam się droga autobusową do Mostaru. Droga była cudowna, wiodła wśród zielonych wzgórz nad obłędnie turkusową rzeką przecinaną na zmianę akweduktami i innymi malowniczymi mostami, nie zabrakło tez oczywiście tuneli. Tuż przed Mostarem zrobiło się płasko i mniej atrakcyjnie. Na dworcu czekała na mnie właścicielka hotelu. Przemiła młoda dziewczyna. Cudny hotel cudni ludzie, to lubię. Poszłam na spacer na starówkę i Mostar totalnie mnie zachwycił cudowne kamienne uliczki i malutkie domeczki, niesamowity most, mnóstwo kolorowych sklepików, meczetów i minaretów, a zaledwie kilka metrów wyżej totalnie zniszczenia powojenne: kule w każdym domu, budynki z powybijanymi oknami, czyli historia i prawda oraz niemal cukierkowe piękno. Bardzo mi się to podoba, ale dłużej niż 1 dzień to można by się zanudzić. No i jakoś nudno samej…:P poczekam do wieczora, żeby zobaczyć stare miasto o zmierzchu, a jutro do rana ruszam do Dubrownika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz