czwartek, 28 kwietnia 2011
Polacy w Sarajewie
No i czekałam na dworcu w Belgradzie na swój autobus i czekałam i nagle usłyszałam obok język polski. Obcięłam dwóch kolesi pod czterdziestkę, nieco zaniedbanych, wyglądających na polskich budowlańców w Anglii, pomyślałam, że pewnie jakieś interesy robią, ale nie wyglądali zachęcająco, wiec wsiedliśmy do tego samego autokaru do Sarajewa i cisza. Ponieważ w rozmowie z kierowcą nie ukrywali skąd są, pomyślałam, że na granicy będzie lipa jak się okaże, że my wszyscy z Polski, a ja się nie przyznaję, więc na postoju niby przypadkiem usłyszałam polski i zagadałam.. Okazało się, że chłopcy z Warszawy, ja z Lublina i… rozdzieliła nas kolejka do toalety damskiej i męskiej. Autobus ruszył, a po chwili jeden z nich podchodzi i mówi, że zapraszają koleżankę z Polski na łyk polskiej kultury. Walili rakiję, że boli, rozmowa się nie kleiła, okazało się, że jakieś świry szukające pozostałości wojen bałkańskich i już pewnie bym się odsiadła gdyby nie to, że doszliśmy do tematu co robimy w życiu, co studiowałam itp.. I nagle okazało się, że oto na krańcu Serbii spotykam kolegów z dziennikarstwa UW… Masakra.. No i zadzierzgnęły się więzy podróżniczej przyjaźni. Przez 6 kolejnych godzin rozmawialiśmy o wszystkim łącznie z feminizmem.. całkiem inteligentni jak na budowlańców i pozytywni, no dobra, przesadziłam, że pozytywni, ale mili. Po przekroczeniu granicy z Bośnią, po płaskiej Serbii zrobiło się nagle pięknie.. Góry, w dole rzeka, mnóstwo zieleni, pojedyncze domy, jak Bieszczady tylko z mega wzgórzami opadającymi stromo do morza. Bardzo nam się to spodobało, a ponieważ okazało się, że rusza nas to samo, rozmowa jeszcze bardziej się kleiła, rakija się lała i było miło. Nie dostałam pieczątki wyjazdowej z Serbii i zastanawiam się, czy nie będzie z tym kichy…Ale nieważne. Droga była górzysta i kręta, moja choroba lokomocyjna intensywna.. ale dotarliśmy. Było po 23. Chłopcy nie mieli klepniętego noclegu, więc zaproponowałam, żeby poszli ze mną, nawet się wręcz ucieszyłam, że nie będę musiała sama szlajać się po nocy. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu wyjechała po mnie na dworzec Jasmina, właścicielka zabookowanego hostelu, było miejsce też dla chłopców, a na miejscu spotkaliśmy .. jeszcze dwie Polki, mieszkające w Słowenii, studiujące turystykę, jedna też pilotka. Było bardzo miło. Poszliśmy spać. Rano wstaliśmy i ruszyliśmy na podbój Sarajewa. Starówka jest piękna. Meczety, kościoły, cerkwie i synagogi, karawanseraje, malutkie sklepiki i łaźnie tureckie, a wszystko w uroczych malutkich krętych uliczkach. Co niesamowite to to, że miasto otoczone jest wzgórzami.. Stamtąd podczas wojny 1992-1995 ostrzeliwano miasto. Nowa część to jak zwykle paskudny Ursynów, na przedmieściach Starego Miasta widać modernizm, Austrowęgry i mnóstwo śladów wojennych, głównie dziur po kulach. Starówka to klimat turecki: zapach kawy i palonego drewna, pyszne jedzenie i szisza… Takie trochę Krupówki. Bardzo ładne i fajne, ale jednak mocno turystyczne, ale nie narzekam bardzo mi się podoba. Lubie nieoczywiste starówki, gdzie człowiek latwpo się gubi i godzinami może kluczyć urokliwymi uliczkami.Poszłam tez na moast łaciński, gdzie Gawriło Princip rozpoczał I WŚ. I co ciekawe pojechaliśmy na przedmieścia, gdzie tuz przy lotnisku miesci się zabytkowy tunel. Tunek wybudowano podcza wojny w 1992 r. Budowa trwała 4 miesiące i tak powstał 800 tunel życia, łączący oblężony Belgrad z wolną strfą pełną jedzenia, wolności i pomocy humanitarnej przy lotnisku. Tym ciekawsz ebylo to doświadczenie, że oprowadzała nas Jasmina, która spędziła w Sarajewie wojnę i 4-krotnie przemierzała tunel w obie strony. To historia zaklęta w tym mieście, która niewątpliwie ciężko dostrzec na starówce. Także generalnie mi się bardzo podoba, ale odczuwam pewna nutkę sztucznośći… tym niemniej jest tu bardzo przyjemnie posiedzieć wypić kawkę, zjeść sarmę, czyli pysznego gołąbka i zapalić sziszkę…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten wpis jest dla nas jak miod na serce lub kupa Mioduna na dywan. Jak wolisz.
OdpowiedzUsuńPozdro z budowy w Anglii
Po pierwsze primo wiszę Wam obiad, a może nawet 2, a po drugie primo już nigdy nie będę rozmawiała z niznajomymi z Polski, bo pewnie wiecej jest internetowych detektywów wsród nas, po trzecie primo wreszcie zaczynam mieć psychozę na tle braku anonimowości w sieci. Po czwarte, czy mam rozumieć, że skoro o 10:35 szukaliście mojego bloga, tęsknicie?:P
OdpowiedzUsuńPS pozdro od koleżanki z Polski, która wyglądała jak koszmar minionego lata:P
Chcialoby sie napisac, ze usychalismy z tesknoty, ale znasz nasze postury na tyle, ze chyba wiesz, ze chodzilo o podwojny obiad :) PS a teraz idziemy sledzic wpisy Mioduna na jego blogu.
OdpowiedzUsuńKasiu ty kwasiaro :P
OdpowiedzUsuńdlaczego kwasiaro? tylko odp mi na priva nie tu:P
OdpowiedzUsuńPS chłopaki, co u Was?