poniedziałek, 18 lutego 2013

Dzień drugi miał się rozpocząć od Kreuzbergu, a potem, ech, Moabit, East Side Gallery, może Charlottenburg… Plany piękne, ale Kreuzberg nas wciągnął totalnie i całkowicie i 7 godzin spacerów później nadal byłyśmy na Kreuzbergu odkrywając kolejne jego oblicza i absolutnie nie mając dość. Jako wisienkę na torcie zostawiłam sobie Muzeum Żydów, ale ostatecznie w końcu tam nie dotarłam. Ponoć piękny budynek Daniela Libeskinda zostawiam więc sobie na jutro. Co zrobiłyśmy dzisiaj? Zaczęłyśmy jakoś totalnie od złej strony. Dojechałyśmy do Mehring Platz (zły pomysł na start) i ruszyłyśmy w stronę Tempodromu. Naprawdę patrzyłam na okolicę i zastanawiałam się, czy to Kreuzberg? Czy to jest to coś, co parę osób porównywało do mojej Pragi?? Por que?? Ok, może tu i dzieje się jakieś offowe rzeczy, ale, o ironio, to jest droga dojazdowa do city, do Potsdamer Platz, droga, która, myślałam, nazywa się Stresman Strasse… czyli droga stresu do pracy. Jednak nie, po prostu bez okularów nie mogę doczytać nazwy ulicy jakiegoś Stressemanna.. Potem odkryłam tzw. Topografie Terroru. Dziwne miejsce z dziwną energią. Pozostałości muru berlińskiego, fundamenty siedziby głównej gestapo i nudne muzeum ofiar nazizmu. Dziwne... Dalej ruszyłam prosto do Checkpoint Charlie, czyli historycznego przejścia w murze… o rany jaka tania popkultura! Atrakcja dla Amerykanów, którzy cykają tu fory z gadżetami… nuda, nuda, nuda i rozczarowanie.. Trochę się zrobiło zimno, więc zdecydowałam się zostawić Muzeum Żydów na koniec, skręciłam w Oranien Strasse, chcąc odnaleźć mityczny Kreuzberg w innym miejscu. Mój super przewodnik lokalizował alternatywną dzielnicę w co najmniej 3 niepołączonych ze sobą geograficznie obszarach. Moje obserwacje i obserwacje mamy zresztą też, są takie, że Berlin to takie spokojne miasto bez pędu i bez zadęcia. Bardzo nam się podoba. Takie dobre miasto do życia, aczkolwiek jednak szare i brudne, choć może to pogoda, brak słońca i pora roku. No i wreszcie za Oranien Platz to było to!! Squaty, kolorowe graffiti, flagi w oknach, syf i kolorowi ludzie:) Coraz ładniejsze kamieniczki, mnóstwo kafejek, mnóstwo Turków..:) bosko! Po obiadku z Turkami, gdzie dzięki opryszczce podrywali bardziej mamusię;(, a potem powiedzieli nam, że właściwie mają kiepskie żarcie u siebie i zabrali nas do sąsiadów Chińczyków na pyszne noodle – przepraszam, ale po spróbowaniu typowo berlińskich curry wurst, czyli mniej więcej parówek o posmaku curry tonących na dodatek w ketchupie z frytkami – fu fuj, miałam mdłości i szukałam falafela:) tak trafiłam na najlepsze noodle jakie jadałam w życiu:) Po obiadku ruszyłyśmy w kolejną część chyba nadal Kreuzbergu, nie zaznaczoną na mojej mapie, ale bardzo mi się podobającą, czyli okolice metra Sudstern. Zaczęło się robić nieco mieszczańsko, ładne kamieniczki, ale nadal fajne knajpki. Jednak celem był obszar zaznaczony jako 3. Kreuzberg w moim przewodniku, czyli okolice Chamisso Platz (Word poprawia mi z uporem maniaka na Chamisko platz) i Victoriapark. Ni diabła nie wiem czy i dlaczego to miałby być Kreuzberg… Chamisso Platz obłęd, cudowne mieszczańskie, ładniutkie, równiutkie, odnowione kamieniczki. Piękne! Taka mieszczańska małomiasteczkowa starówka trochę… a cała reszta.. well nie czułam tego… tym niemniej cały dzień był taki miły, oczyszczający, przyjemny… pozytywny, bardzo tego potrzebowałam. Dotleniona, wyspana, obżarta czekoladą… A jutro ostatni dzień mojej super city break w Berlinie i wszystkie spady z dziś i wczoraj, będzie intensywnie. Acha i obserwacja z dziś, bo to niedziela, czyli słowo na niedzielę od mieszkanki ultrakatolickiego kraju: czy wiecie, że tu z moich obserwacji wynika, że zaledwie 1 kościół na 5 pełni w Berlinie pełni tu funkcje kościelne. Jak w Albanii!! Pozostałe są przeznaczone na cele kulturalno-rozrywkowe: kluby, księgarnie, sale koncertowe, kawiarnie, a nawet jadłodajnie. Czad! :)

1 komentarz:

  1. Mój wniosek z kilku wizyt na Kreuzbergu jest taki, ze tam podobnie jak za pierwszym razem na Pradze...to najlepiej z kims :) Bo inaczej nie wiesz, ze np. fajna uliczka znajduje sie rownolegle do tej, ktora wlasnie idziesz :)

    Podobnie z knajpkami...warto wiedziec do ktorej wejsc i gdzie zjesc :)

    Fajna czesc Kreuzberga jest tez nad woda...ze slynnym juz chyba mostem Admiralbrücke.

    Inna sprawa, ze wiosna i w lecie Berlin robi zupelnie inne wrazenie...znacznie lepsze :) Podobnie jak Wawa :)

    Szczegolnie, ze w przeciwienstwie do Polski picie piwa na ulicach jest legalne... i np. wspomniany wyzej most wyglada tak:

    http://needleberlin.com/2011/09/04/the-admiralbrucke-kreuzberg-throwing-stones-at-the-neighbours/

    OdpowiedzUsuń