No dobra najpierw się rozstałam z pracą, potem odkryłam, że wcale nie chcę się z nią rozstawać, a przede wszystkim bez żadnych logicznych przesłanek, ale jednak, wcale nie chcę rozstawać się z Korfu i że mogę tu zostać nawet na wolontariacie, potem zaczęłam więc z rozmysłem palić głupa, żeby tylko jednak firma X nie chciała się rozstać ze mną. Chwilowo nie chciała i zawdzięczam to wyłącznie jednej osobie, której absolutnie wolałabym niczego nie zawdzięczać, ale summa summarum chyba zostaję. I mam permanentną michę banan. Bo jestem tu szczęśliwa!!! Zwariowałam! Wszystko mi się podoba. Odkryłam swoją boską plażę, co to wygląda, przez 10 metrów, ale jednak jak Azja Południowo-Wschodnia. Odkryłam przeboski las oliwny, podkreślam las nie gaj, super zatokę Agios Gordis, zamek Gardiki, następnie Angelokastro. Spędziłam cały dzień w basenie na dachu świata w Golden Foxie ponad Paleokastritsą… Jest mi cudnie dobrze tu samej ze sobą. Tylko tu można było wymyślić carpe diem i ja właśnie carpe diam sobie tak powolutku dzień po dniu. I jestem cudnie spokojna i szczęśliwa. Nawet inaczej w tym ciepełku odczuwam swoją cielesność, że o seksualności nie wspomnę. I wreszcie samo miasto Korfu, to już czyste Włochy, zwłaszcza nocą. Trąca mi to wszystko Sycylią. No i ludzie miło niegreccy… Nawet mam zaproszenie na prawdziwy grecki ślub za tydzień i greckie weselicho!!! Od ludzi, którzy znają mnie 3 tygodnie, a już się uwielbiamy.. Dobrze mi tu bardzo!
A teraz będzie mała dygresyjna, bo jak można poważnie traktować naród, w którym quo vadis oznacza „pu pas”? Otóż kilka przezabawnych historii z cyklu polski turysta na wakacjach. „Pani pilotka jest ignorantką. Ignoruje nasze prośby o rekompensatę za zmianę pokoju”. Albo przyczajony turysta podsłuchuje moją rozmowę o Malezji i Azji z innymi turystami. Turysta, dodam, poinformował mnie, że jest prezesem z Poznania zanim jeszcze okazało się, że umie powiedzieć dzień dobry. Turysta: „W Tunezji??? A po co tam jeździć. W tej Tunezji śmierdzi. Jak tylko zjechaliśmy z Gibraltaru w tej Tunezji śmierdziało”. Inny turysta na greckiej wyspie Paxos wpływając do Błękitnych Jaskiń: „Proszem paniom, to jest bardzo niebezpiecznie takie wpływanie do tych jaskiń, ja nie mówię, że teraz, ale zimą, jak to wszystko pokrywa śnieg, przecież to się może obsunąć i przysypać człowieka”… Że nie wspomnę o bezbłędnym pytaniu sprzed 2 sezonów, gdzie, gdy Iza opowiadała, że schodzi się z wysokości 160 metrów do morza, pani błyskotliwe spytała: „a na jakiej wysokości to morze??”… Więc widzicie mamy momenty małych triumfów intelektu nad „polskim turystom”... Choć zwykle to oni triumfują nad nami. Zabawne jest, że mam już małą kategoryzację polskiego turysty pod kątem regionu pochodzenia. Od 2 lat sprawdza się bezbłędnie. Najgorsza grupa turystów przylatuje z Poznania. Najbardziej skąpe największe buce. Na lotnisku informują cię jakie stanowisko zajmują, zwykle są prezesami, jakby co najmniej cię to interesowało. Nie mają poczucia humoru, a mają mnóstwo kompleksów, zwłaszcza wobec Warszawy, z którą nie ukrywam sympatyzuję… Okropieństwo problematyczne do bólu. Turysta z Krakowa to też turysta skąpy i problematyczny, ale przynajmniej ma poczucie humoru i generalnie zwykle, w przeciwieństwie do Poznaniaków, jest niegłupi… Najlepsi turyści przyjeżdżają z Katowic, na drugim miejscu jest Warszawa. Mają kasę, są normalni, z poczuciem humoru i wyluzowani. Warszawa jest mniej wyluzowana, ale ma już doświadczenie podróżne i wie, że greckie trzy gwiazdki są gorsze od polskich i ma na to lekką zlewkę, co jest niewątpliwie ok. Turysta samodzielny i nieproblematyczny. Trafiają się turyści z innych stron polski, nie stanowią jednak zwartej całości. Mazurzy są fajni, a Lublinianie jak trafią na swego czyli mnie są tak zdziwienie zachwyceni, że aż miło. Oczywiście wiem, że to ogromna generalizacja, ale naprawdę zaczynam myśleć, że moi wspaniali wielkopolscy przyjaciele to jedyne cywilizowane elementy tego województwa..
Podzieliwszy się z wami tą refleksją całuję i idę kontemplować moje piękne Korfu. Zwariowałam, zwariowałam.. Ale jak miło tak zwariować…
Ciesz sie ze dopisalas zdanie "wspaniali wielkopolscy przyjaciele..." bo bys sie z jednym z nich pozegnala ;) Lov u! Zadzwoncie czasem do Cioci Ani
OdpowiedzUsuńOborniki nie robią focha, podobnie jak Środa Wlkp. dzięki Wam do tej pory kochałam PZN.. i ludzi z Wielkiej Polski:) to się nie zmieni:P Dzownić nie mozmy nawet do siebie mamy chore limity na telefony. Włąsnie nie mogę dzwonić do izy, a ona juz nie może dzwonić nigdzie.. fajnie, nie?
OdpowiedzUsuń